KONFLIKT POKOLEŃ - PEDAGOGIZACJA RODZICÓW

KONFLIKT POKOLEŃ - PEDAGOGIZACJA RODZICÓW

"Życie to okres czasu, którego jedną połowę zatruwają nam rodzice, a drugą - dzieci."

Konflikty mogą ludzi rozdzielać lub pociągać do ściślejszej coraz bardziej zażyłej zgody. Sposób uporania się z konfliktami jest może najbardziej decydującym wynikiem dla stosunków między rodzicami i dzieckiem.

Nie wszyscy rodzice akceptują fakt, że konflikt jest częścią składową życia i nie musi być koniecznie zły. Gdy dwoje jakichkolwiek ludzi koegzystuje, musi nieuchronnie dochodzić do konfliktu po prostu dlatego, że ludzie są różni, myślą inaczej, mają różne potrzeby, zainteresowania, życzenia, które czasem są sprzeczne.

Większość rodziców uważa konflikt - czy to między nimi i ich dziećmi, czy to między samymi dziećmi - za coś, czego zawsze należy unikać. Są głęboko zaniepokojeni, kiedy do niego dochodzi, zupełnie nie zdają sobie sprawy z tego, jak sobie z nim poradzić w sposób konstruktywny.

Dlatego konflikt nie jest z konieczności zły - istnieje jako rzeczywistość we wszystkich stosunkach. Otwarcie uzewnętrzniony, przyjęty jako zjawisko naturalne, konflikt w rodzinie jest daleko zdrowszy dla dzieci, niż sądzi większość rodziców. W takich rodzinach dziecko ma przynajmniej sposobność przeżywać konflikty, uczyć się radzić sobie z nimi i przygotować się do tego, by w przyszłym życiu rozprawiać się z nimi.

Konflikt w rodzinie może być rzeczywiście pożyteczny dla dziecka jako konieczne przygotowanie do nieuniknionych konfliktów, które napotyka poza swoim domem rodzinnym, zakładając jednak, że konflikt w domu zostanie konstruktywnie opanowany.

"Wykończona po całym dniu wracam późnym wieczorem do domu. Otwieram cichutko drzwi kluczem, aby nie robić hałasu, bo wiem, że moi domownicy już pewnie śpią. Próg przestępuję na palcach, skradam się jak kot. I wcale nie po to, aby jak najszybciej wślizgnąć się do łóżka i tym samym ukryć godzinę mojego powrotu. Robię to, bo od tego wzajemnego poszanowania zaczyna się miłość. Ale moje starania zdają się na nic - zawsze ktoś na mnie czeka. A wtedy już zwykła błahostka wystarczy, aby wywołać wielką awanturę. Ja rozdrażniona - bo zmęczona, rodzice rozdrażnieni w poczuciu odpowiedzialności za swoje dziecko. I jaki jest tego końcowy efekt? Naburmuszone miny, ciche dni... A przecież to zwykła burza w szklance wody".

"Konflikt pokoleń był, jest i będzie. Nie jest to mit, ale rzeczywistość. Oczywiście w każdej rodzinie jest on inny i na innej płaszczyźnie się przejawia, ale jest obecny. Mnie on też dotyczy. Mam syna, który w wieku dorastania przysparzał mi wielu kłopotów. Konflikt dotyczył generalnie wszystkiego: ubioru, zachowania, no i oczywiście podejścia do życia. Krótko mówiąc: jajko mądrzejsze od kury." - Tak powiedziała 53-letnia kobieta, z zawodu urzędniczka państwowa.
To prawda w każdej rodzinie są obecne konflikty, obojętne czego one dotyczą. Ale czy zawsze starsza osoba ma rację? Czy faktycznie nigdy jajko nie może okazać się mądrzejsze od kury? Według tego przysłowia i ogólnie utartego poglądu - nie.

"Myślę, że konflikt pokoleń to rzeczywistość, która dotyczy wszystkich osób w moim wieku. W sumie to we wszystkim moi rodzice mają inne poglądy, a ja w sumie inne. Oni za bardzo nie rozumieją rzeczywistości w której się dzisiejsza młodzież obraca, zwłaszcza, jeśli chodzi o muzykę i o spędzanie wolnego czasu typu chodzenie na "balety" (czytaj: zabawy). Młodzież, która z takich rzeczy nie korzysta i siedzi tylko w domu i nie ma z tym styczności, to chyba takiego konfliktu z rodzicami nie ma. Ten konflikt nie jest oczywiście tylko z rodzicami, ale także z osobami starszymi i nauczycielami, choć z niektórymi poglądami poglądami moich profesorów się zgadzam." Oto opinia 18 - letniej uczennicy.

"U mnie w domu jeśli były konflikty to raczej chyba głównie o muzykę. Moi rodzice nie preferowali tego co ja lubiłam słuchać. Wieszałam plakaty na drzwiach, a oni je zrywali. Zawsze też kłóciliśmy się o mój ubiór np. o rękawiczki, ja nienawidziłam ich nosić, a mama na to naciskała. Teraz nie mam konfliktów - od kiedy mieszkam sama bardzo się wyciszyłam."
Te słowa powiedziała 24-letnia studentka.

Każde społeczeństwo posiada własną kulturę, a każda epoka odmienne społeczeństwa. Niemożliwe by było, gdyby ich zmiany odbywały się bezkolizyjnie. Świat byłby wtedy zbyt łatwy,ale jednocześnie na pewno dużo mniej interesujący.

"Konflikt pokoleń to problem stary jak świat. Ja nie widzę problemu. Zawsze nowe pokolenie jest inne, stawia sobie jakieś inne cele, posiada inne zainteresowania jest po prostu nieco lub bardziej inne. Dostrzegam pewną racjonalność tej "inności" i się jej nie dziwię. Chociaż często nie ze wszystkim, co robi i głosi nowe pokolenie się zgadzam. Nie nazwałbym tego jednak zaraz konfliktem." Wypowiedź tego 66-letniego emerytowanego ogrodnika całkowicie zaskakuje. Powiedział, że tego problemu nie należy zaraz nazywać konfliktem. Z drugiej strony jednak położył nacisk na odmienność pokoleń, które po sobie przychodzą. Ciekawa sprawą również jest to, że dystans między ich przedstawicielami z pokolenia na pokolenia staje się coraz większy.

"Problem konfliktu pokoleń dotyczy każdej młodej osoby, szczególnie w wieku dorastania. Ludzie, którzy dorastali w latach 60-70, czyli nasi rodzice, żyli w zupełnie innej rzeczywistości. Moi "starzy" (czytaj: rodzice) żyjąc w środowisku lat komunistycznych nie mogli sobie zdawać sprawy z tego, że Polska ulegnie takim przeobrażeniom, chociaż to jest normalna kolej rzeczy. Byli wychowywani w tradycyjny, surowy sposób. Dzisiaj dzieciaki robią co chcą, zabawiają się na rożne sposoby, których "starzy" nie akceptują. Akceptacja maleje wraz z różnicą wiekową miedzy dwojgiem ludzi. Na pewno kiedy będziemy zakładać rodzinę, będziemy starać się wpajać swoim dzieciom takie wychowanie, jakie nam wydaje się odpowiednie, lecz zupełnie inne od naszych rodziców. Ale nasze dzieci żyjąc już w innych czasach, do których będzie nam, "starym wapniakom" ciężko się przyzwyczaić, nie będą mogły zaakceptować tej formy wychowania. Dlaczego? Bo wyda im się przestarzała, zupełnie inna niż rzeczywistość w której żyją." - powiedział 21-letni student.

58-letni emerytowany górnik zauważa: "Konflikt pokoleń w dzisiejszych czasach się pogłębia, gdyż kiedyś istniały wielorodzinne domy (dworki), gdzie pokolenia wzajemnie się tolerowały. W nich dziecko rosło i rozwijało się pod czujnym okiem całej wielkiej rodziny. Wspólne życie pod jednym dachem scalało i jednoczyło pokolenia miedzy sobą przez wspólne zabawy, rozrywki, wspólne śpiewy i snucie opowieści. Fakt: wtedy nie było jeszcze telewizorów. Dlatego ludzie więcej ze sobą rozmawiali i lepiej się rozumieli."

Tymczasem obecnie nawet na ulicach można przysłuchać się rozmową np. ojców z synami, które zaczynają się od słów: "Ja w Twoim wieku..." po czym zazwyczaj wywiązuje się ostra wymiana zdań. I dla takiego rodzica nie ma znaczenia, że odbywa się to na oczach wielu ludzi. On bezwzględnie chce przedstawić swoją rację. Czy nie przydałoby się w tym trochę delikatności?

58-letni przedsiębiorca powiedział: "Konflikt pokoleń, tak określają wszyscy sytuacje ekstremalne. Występują one często, ale zazwyczaj to konflikt doświadczenia z dość dużo wymagającą młodością. Z mojej strony to ciągły stres i obawa o beztroskość ludzi młodych, którzy czasem są już przekonani o swej doskonałości i nie biorą pod uwagę, że ja już to kiedyś przerabiałem." To prawda – ludzie lubią uczyć się na własnych błędach, choć bardziej bezkolizyjną metodą jest czerpanie wiedzy o życiu za pośrednictwem zeszłych pokoleń. Młodzi lubią się jednak buntować. No cóż, taka już ich przewrotna natura.

Osobiście nie akceptuję stylu zachowania się i postaw młodzieży. Śmieszy mnie bezkrytyczne, "baranie" naśladownictwo postaw oglądanych w filmach czy teledyskach. Każdy chce być oryginalny, wyróżniać się, ale tak naprawdę wszyscy tworzą taką samą, jednorodną, szarą masę jak starsze pokolenie, od którego przecież chcą się odciąć z hasłem na ustach: "Wy wszyscy jesteście tacy sami". Niestety młodzi też są tacy sami, tyle tylko, że inaczej odziani i inaczej się zachowujący. Ale w swojej populacji, tak samo powiedział 43-letni inżynier. Czy to rzeczywiście nie prawda, że wszyscy razem płyniemy z prądem cywilizacji?

Niektórzy młodzi ludzie mają w domach rodzinnych naprawdę trudne sytuacje, z którymi sami, bez pomocy, nie potrafią sobie poradzić. Ale jeżeli ich jedyną motywacją jest chęć wydostania się spod opiekuńczych skrzydeł rodziców, to trudno ich zrozumieć. Czasem utarczki dzieci z rodzicami po nich "spływają", innym razem dzieje się tak, że ostro na nie reagują. Zazwyczaj dochodzi do pojednania i porozumienia, ale niestety dzieje się i tak, że stają się one źródłem ludzkich dramatów. 14-letnia uczennica opowiedziała prozaiczną historię: "Z moją mamusią kochaną zawsze się kłócimy, jak mam się ubierać no i o porządek w pokoju. Mama mówi żebym nie zakładała biodrówek i krótkich bluzek bo to nieprzyzwoicie i mogę się łatwo rozchorować i powinnam nosić czapkę w zimie. Okropność! O takie bzdury potrafimy się czasem tak pokłócić, że i mamie i mnie potem jest smutno." Takie niby małe nic, a może doprowadzić do gorzkich łez.

Podsumowując to, co powiedziałam, wydaje mi się, że z konfliktem pokoleń bywa naprawdę różnie, mianowicie zależy on od rodziny i środowiska w którym człowiek się wychowuje, rozwija i dorasta. Należy do rzeczywistości. Często ma się też wrażenie, jakby teraz w obecnych czasach jeszcze bardziej się nasilił. XX i XXI wiek przyniósł tak dużą zmianę kultury i obyczajów, że czasami starszym ludziom trudno dziś się odnaleźć. Prowadzi to do tego, że dorośli często nie potrafią zrozumieć młodzieży i wtedy jakby pewne błędne koło zamyka się, bo i sami nie są rozumiani przez młodzież. Młodzież w chwili obecnej chciałaby większej swobody. Często nie potrafi zrozumieć rodziców i dziadków, dlaczego są tacy nazbyt opiekuńczy, dlaczego tak się martwią, czemu nie uznają ich mody czy kultury. Natomiast rodzice czy dziadkowie na ogół zapominają, że sami kiedyś też byli dziećmi, że byli młodzieżą. Że za ich czasów też wchodziła nowa moda, nowa kultura, o którą też często musieli walczyć ze swoimi rodzicami. I dopóki nie nastąpi to wzajemne zrozumienie, to ten konflikt nigdy nie stanie się mitem. Moja rada na koniec. Niech posłużą za nią słowa 45-letniej urzędniczki pocztowej: "Ja z moimi dziećmi konfliktów nie mam. Moim zdaniem recepta na spokój jest jedna: szczerość i miłość."

Małgorzata Klimczak